poniedziałek, 28 maja 2012

BIG 3


02-05-2012 – środa

[Agata] Obudziliśmy się rano – na niebie ani jednej chmurki. Zjedliśmy śniadanko, i w 11 osób załadowaliśmy się do dziewięcioosobowego busa. Oczywiście trzeba był czekać na jakichś maruderów, więc wyjazd opóźnił się o pół godziny. A ciśnienie na jazdę było niemałe.

Obciążony bus sunął mozolnie po Gletcherstrasse. W połowie drogi są bramki – droga jest płatna jeśli się nie ma skipassu. Ponieważ „kierownik wycieczki” zarządził, że karnety kupimy „na górze”, a nie w kasach w centrum Soelden, zrobiliśmy na bramkach niezły korek po pierwsze negocjując cenę, a po drugie fizycznie kupując karnety. Obciach na maxa.

Na lodowcu szybko zmieniliśmy buty i żądni wrażeń, głodni carvów, napaleni na sztruks pognaliśmy do gondolki. Z tej radości o mało co nie zapomnieliśmy przesiąść się na kolejny odcinek gondolki i prawie zjechaliśmy z powrotem na dół... W poprzednich latach nie trzeba się było przesiadać :/ W dodatku straszliwie wiało i Patryk w obawie o swoją deskę jechał z ręką wystawioną przez okienko gondolki i przytrzymywał ją przez zwianiem. Kiedyś już doświadczył zwiania deski – wtedy to było z dachu samochodu i wynikało z niezapięcia bagażnika dachowego... I nowo kupiona deska odfrunęła gdzieś między Myślenicami a Krakowem...

piątek, 4 maja 2012

Moto carving

30-04-2012 – poniedziałek

[Agata] Dzisiaj wszystko było „za późno”. Za późno wstaliśmy, za późno zjedliśmy śniadanie, za późno wyjechaliśmy z Wenecji i za późno dojechaliśmy do Soelden.

Wenecja nie chciała nas wypuścić. Wielokrotnie gubiliśmy drogę, próbujący wyjechać na odpowiednią trasę. W końcu, koło południa się udało i mniejszymi drogami ruszyliśmy w kierunku Austrii.  Chcieliśmy ominąć autostrady i skupić się na malowniczych drogach i górskich przełęczach. Po drodze zatrzymaliśmy się też na lunch – Patryk zjadł zupę cebulową i zapiekany ser z warzywami, a ja dałam drugą szansę lasagne- tym razem palce lizać!

wtorek, 1 maja 2012

Wenecja

28-04-2012 - sobota
29-04-2012 - niedziela

[Agata] Sobota to dzień autostradowy. Krajobraz przesuwał się szybko przed wizjerem. Zielone łąki, zielone lasy porastające wzgórza z zamkami lub ich ruinami, ewentualnie soczyście żółte pola rzepaku. Na wizjerze roztrzaskiwały się owady...

Do Wenecji dojechaliśmy około 19:30. Ulokowaliśmy się w hoteliku i ruszyliśmy na nocny podbój miasta. W drodze na przystanek autobusowy linii 6, 6/ i 66 mijaliśmy rondo z fontanną - świetny obiekt do kolorowych zdjęć.