Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Maroko. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Maroko. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 1 stycznia 2012

Strategie majfrendów

To już ostanie z pisanych wspomnień z wyjazdu do Maroka. Tym razem będzie o strategiach sprzedażowych lokalnych pomagaczy, czyli majfrendów.

"Negocjacje to gra" - to tytuł jednej z dość popularnych książek traktujących o sprzedawaniu. Każdy kto wybierze się do krajów arabskich i trafi na majfrendów, a trafi z pewnością, przekona się, że są oni prawdziwymi mistrzami tej gry. Podczas naszego pobytu w Maroku doświadczyliśmy wielu strategii sprzedaży, które majfrendzi mają opanowane do perfekcji. Przyzwyczajeni do nieprzekraczania granic w naszych codziennych relacjach, gdzie "nie" znaczy dokładnie tyle co "nie, dziękuję, nie chcę tego", stając oko w oko w negocjacyjnej grze z tambylcami, musimy zdawać sobie sprawę, że mamy małe szanse. Poniżej prezentujemy kilka ze strategii majfrendów, które udało nam się zidentyfikować i zapamiętać.

środa, 9 listopada 2011

Maroko - 3 zdania podsumowania


Co prawda Patryk ma w zanadrzu jeszcze jednego posta o Maroku, ale pewnie go wysmaży gdy za oknem będzie maksymalnie szaro, buro i ponuro.

Tymczasem ja postaram się podsumować naszą moto-wyprawę w kilku punktach:
  • 2 osoby (Agata i Patryk)
  • 2 motocykle (BMW F650GS i Honda XL650V Transalp)
  • 2 kontynenty
  • 8 krajów
  • Morze Śródziemne i Atlantyk
  • Góry wszelakie (Beskidy, Alpy, Pireneje, Rif, Atlas...)
  • Całkowity dystans: 10 648 km
  • Najdłuższy przelot jednego dnia - ostatniego dnia (Wiesloch -> Kraków): 1 034 km
  • Awarie motocykli: brak (!!!)
  • Drobne usterki: zgubiona zapinka do łańcucha GSa, pęknięty zaczep kufra od GSa, rozwalony kierunkowskaz lewy tylny Hanki
  • Większe usterki: strzaskany kask Patryka
  • Urazy i kontuzje: brak (jeśli nie liczyć kwadratowych i odparzonych pup i bolących dłoni od trzymania manetek)
  • Ekwipunek, który przydał się najbardziej: camelbaki (!!! bez tego wyjazd by się zapewne nie odbył, bo za dużo czasu spędzalibyśmy na akcjach: stop - kask z glowy - łyk picia - kask na głowę - jazda... i za 2 minuty to samo...), poxipol/poxilina, trytytki, taśma McGyvera i cienki drucik.
  • Ekwipunek, który się nie przydał: buty, które nie były butami motocyklowymi lub klapkami (mnie się nie przydały, Patryk i tak nie wziął :))

wtorek, 1 listopada 2011

Motocyklowy tranzyt przez Europę

Z Polski do Maroka z motocyklem można się dostać na dwa sposoby:
1) wynająć transport motocykli, a samemu polecieć np. do Malagi, tam odebrać motocykle i rozpocząć podróż. W promocji bilety lotnicze można kupić nawet za mniej niż 500 zł, a transport przy przewożeniu motocykli np. dla czterech czy sześciu osób też może wyjść całkiem ekonomicznie.
2) przejechać przez Europę ok. 3000 km "na kołach".

Dla nas opcja pierwsza odpadła bo chcieliśmy jechać tylko we dwoje i  w ogóle uznaliśmy ją za "półśrodek". W wyniku naszej decyzji podróż przez Europę zabrała nam sporo czasu i środków finansowych, jednocześnie stanowiąc niemalże 2/3 przejechanych podczas wyprawy kilometrów i przyczyniając się do odparzonych tyłków i bolących przez dobre 3 tygodnie po wyprawie stawów w dłoniach od trzymania manetek, zwłaszcza gazu. Nie ma jednak tego złego co by na dobre nie wyszło - dodatkowe ~6000 km doświadczenia nie chodzi piechotą.


Zależało nam na czasie przejazdu więc wybraliśmy, gdzie się dało, autostrady.

Trasa "tam" biegła z Krakowa do Algeciras przez: Bratysławę, Wiedeń, Graz, Villach, Weronę, Genuę, Niceę, Montpellier, Tarragonę, Walencję i Malagę. Trasa jest fajna bo sporo jedzie się nad Morzem Śródziemnym i łatwo o noclegi na kempingach.

Trasa "z powrotem" była nieco inna, gdyż zamiast drogą wybrzeżem Morza Śródziemnego pojechaliśmy w głąb lądu: z Tarify przez Malagę, Cordobę, Madryt, Saragossę, jakieś górskie drogi przez Pireneje, Carcassonne, Montpellier, Lyon, Stuttgart, Drezno, Zgorzelec i A4 niemal pod sam domek w Krakowie. Jest to tańsza trasa bo płaci się tylko we Francji i trochę szybsza. Wady: jest mniej widokowa i znacznie trudniej o kemping, więc pewnie całe oszczędności zrobione na bezpłatnych drogach są pożerane przez ceny noclegów...

Przejazd może nie był szczególnie atrakcyjny, bo jaki może być gdy jedzie się po autostradzie, ale wystarczający, żeby zebrać garść informacji przydatnych w przemierzaniu Europy na dwóch kółkach - kto wie kiedy i komu mogą się one przydać?

1) Mapy i nawigacja w Europie (i Maroku):
W Europie używaliśmy nawigacji TomTomXL która:
- gwarantowała dużo przygód np prowadząc nas do Bratysławy przez przeprawę promową,
- nie zawsze miała aktualne drogi :)
- dobrze radziła sobie z wytyczeniem bezpłatnej szybkiej trasy w Hiszpanii po "starych" autostradach.
Z pomocą przychodziła też standardowa nawigacja analogowa, tj. mapa samochodowa Europy.
Do nawigacji w Maroko używaliśmy telefonu htc Wildfire. Aplikacja do nawigacji to OSMAND+ w wersji płatnej. Można kupić ją w AndroidShop za kilka dolarów. Mapy Maroka są do pobrania za darmo, można też pobrać do telefonu mapy googla; my mieliśmy załadowaną mapę terenową i drogową.
W Polsce kupiliśmy też za kilkanaście zł mapę papierową wydaną przez MarcoPolo. Bardzo dokładna i fajnie wydana mapa. Dobrze uzupełniała nawigację tam, gdzie były dziury i stanowiła główną mapę poglądową.

piątek, 14 października 2011

Jazda, jazda!


Ruch drogowy w Maroku jest generalnie prawostronny. Ale bardziej niż Austrię, czy Niemcy, gdzie jeździ się maksymalnie przy prawej krawędzi jezdni, przypomina to Polskę, gdzie każdy pcha się bliżej osi jezdni. W zasadzie nie ma kultury przepuszczania szybszych lub zwinniejszych pojazdów (choć doświadczyliśmy kilku wyjątków). Nagminne jest także ścinanie zakrętów i jazda tak jak bardziej kierowcy w danym momencie pasuje, a nie jak prowadzą linie na jezdni. Niestety kilka razy zdarzyło się, że zza zakrętu wyłaniały się pędzące samochody jadące prosto na nas. Wyprzedanie to też najczęściej jazda na trzeciego, nieważne czy coś widać czy nie... Przed ostrym zakrętem, na wzniesieniu. Parafrazując znany cytat z kultowego filmu: "Inszallah i do przodu". Nagminne jest także "siedzenie na ogonie" - kilkakrotnie musiałam zastosować manewr "po hamulcach i gazu", żeby wymusić na kimś zachowanie większego dystansu za mną, bo nie znoszę jak ktoś jedzie tak blisko. Na szczęście nie musiałam tego robić zbyt często, bo generalnie i tak byliśmy prawie zawsze wyprzedzani, a rzadziej sami kogoś wyprzedzaliśmy.

niedziela, 9 października 2011

Daleka droga do domu...

Czwartek, 01.09.2011,
Piątek, 02.09.2011

[Agata] Myśleliśmy, że droga powrotna do domu będzie trudna, ponieważ przed nami już nie ma przygody, wszystko co miało się najfajniejszego wydarzyć już się wydarzyło. Jednak wizja własnego domu, własnego wygodnego łózka, własnej łazienki była na tyle mocno kusząca, że przed 2 ostatnie dni naszej podróży zrobiliśmy ponad 2 tysiące kilometrów, z czego ponad tysiąc ostatniego dnia.

Przejazd przez Francję upływał pod znakiem jazdy - stawania na bramkach w celu uiszczenia opłaty za przejazd - tankowania. Taka "przelotowa" wersja ride-eat-sleep-repeat. Im później się robiło, tym częstsze robiliśmy postoje na prostowanie pup tzn. tankowanie co 300 km, a w międzyczasie, przy ok. 150 km przebiegu - postój na rozprostowanie się.

piątek, 30 września 2011

Pireneje gdzie wiatr wieje (i motocykle przewraca?)

Środa, 31.08.2011


[Agata] Przejazd przez Pireneje był chyba najładniejszym, ale najmniej optymalnym czasowo vs. kilometrowo odcinkiem powrotu przez Europę, co spowodował brak konsekwencji co do trzymania się albo najkrótszej, albo najszybszej, albo płatnej, albo bezpłatnej drogi.

Zanim opuściliśmy Hiszpanię, postanowiliśmy zrealizować misję "paella" i zjeść to danie na lunch. Zatrzymaliśmy się w jednej wiosce, i w kilku restauracjach Patryk zrobił zwiad na temat paelli. W żadnej nie podawali. Natomiast w jednej kelnerka powiedziała, że jak poczekamy pół godziny to nam to przygotuje. Ponieważ mieliśmy świadomość nienajlepszego czasu przejazdu, wybraliśmy "macaroni" bo szybciej. Po chwili dostaliśmy ogromne porcje makaronu z sosem (szkoda, że z mięsem to się nawet w magazynie nie widziało) i, żeby się nie zmarnowało to co nie zjemy (no bo porcja to 7 Euro, waluta jest w cenie, a my jesteśmy krakowskimi centusiami), postanowiliśmy zapakować nadmiar do naszej wyjazdowej menażki i obrócić gdzieś później jak zgłodniejemy. Na całej operacji nie wyszliśmy dobrze ani czasowo ani finansowo. Ale o tym powinien napisać Patryk, bo był "bliżej wydarzeń" ;)


czwartek, 22 września 2011

Dzień swędzących uszu i wyrzucania chomiczka

Wtorek, 30.08.2011

[Agata] Dzisiejszy dzień upłynął na walce z uczuciem swędzących uszu. O ile ze swędzącym nosem można sobie dość łatwo poradzić, uchylając szybkę w kasku i pocierając nos palcem w rękawiczce, o tyle ze swędzącymi uszami sprawa nie jest prosta. Należy też pamiętać, że drapanie się w nos jest nieco ryzykowne, gdyż zazwyczaj ten sam palec w rękawiczce, który służy do drapania w nos służy np. do usuwania bardziej przeszkadzających rozpapranych na wizjerze owadów ;) Swędzące uszy są zapewne rezultatem tego, że po pewnym czasie w intensywnie używanym kasku na pewno zalągł się chomiczek, który po prostu łaskocze mnie w uszy. Parę dni wcześniej Patryk narzekał, że chyba w jego spodniach zalęgło się co najmniej stado chomiczków... Ciekawe czy go w coś łaskoczą...

Droga z Granady w kierunku Saragossy prowadziła autostradami i o ile pierwsza z nich, Autvia del Sur, była całkiem przyzwoita, to druga, Autovia del Nordeste była albo w remoncie, albo dziurawa albo jedno i drugie.

poniedziałek, 19 września 2011

Europa pachnąca piniami

Poniedziałek 29.08.2011

[Agata] Północ Maroka i południe Hiszpanii wyglądają podobnie. Ale Maroko nie pachnie piniami, a tak pachnie południowa Europa. Była to (oprócz większego uporządkowania ogólnego w Europie) najbardziej zauważalna dla mnie różnica między kontynentami.

Skierowaliśmy się w stronę Granady. Po drodze zatrzymaliśmy się, żeby coś zjeść. Frytka upadła mi na spodnie. Zastanawiałam się, czy nie byłoby lepiej, gdyby mi upadła na podłogę - podniosłabym i zjadła bez oporów... bo ktoś tę podłogę na pewno sprzątał względnie niedawno, a moje spodnie były używane codziennie przez kilka(naście) godzin i nie były prane od ponad dwóch tygodni... Nie wiadomo co na nich mieszka. ;)
Dojechaliśmy do Granady o zmroku. Oboje zwróciliśmy uwagę na hotel Apollo XIII, ale nie zatrzymaliśmy się, bo mieliśmy  na celowniku camping. Okazało się jednak, że był on zamknięty na cztery spusty i wróciliśmy w hotelowe okolice. Ostatecznie zatrzymaliśy się w hotelu Santa Fe, gdzie po szybkim prysznicu jeszcze udało się wypić zimne piwko i zagryźć je lokalnym serem i dojrzewającą szynką. Europa da się lubić :)

wtorek, 13 września 2011

Casablanca i Pożegnanie z Afryką

Sobota, 27.08.2011,
Niedziela, 28.08.2011,
Poniedziałek, 29.08.2011

[Patryk] Jadąc z Marrakeszu do Casablanki postawiliśmy na czas przejazdu. Dlatego też skorzystaliśmy z płatnej autostrady - trzeba przyznać, że całkiem fajnej. Niewielki ruch, i dwa pasy w jedną stronę, mimo bardzo częstych patroli policji kontrolujących prędkość pozwoliły nam dotrzeć sprawnie do celu.

Miasto, tak jak się spodziewaliśmy jest ogromne, gęsto zaludnione i w zasadzie niewiele różni się od miast południowej Hiszpanii. Naszym celem w Casablance było zobaczenie meczetu Hassana II-go. Jest to ogromna budowla, zbudowana około 20 lat temu, którą naród marokański, a w zasadzie marokańscy urzędnicy podarowali poprzedniemu królowi na urodziny. Prezent, otoczony z trzech stron wodami Atlantyku, faktycznie robi wrażenie.

wtorek, 6 września 2011

Selekcja na bramce

Przed wjazdem do każdego większego miasteczka stoją patrole policji lub żandarmerii i w scenerii rozsuwanych blokad z kolcami kontrolują przejeżdżające pojazdy.

Chyba jednak spełniamy wymagania (pomimo dość odmiennego wyglądu, niewidocznej twarzy, zdecydowanie brudnych i nieeleganckich butów i jeszcze bardziej brudnych spodni), bo zawsze wjeżdżamy bez kontroli i nawet pełnego zatrzymania. :)

Nasz znajomy z RPA, którego poznaliśmy kilka dni wcześniej w Jurasique Hostel w dolinie Ziz opowiedział nam przygodę, że się nie zatrzymał i miał z tego tytułu trochę problemów - policjanci nałożyli na niego mandat 700 dirhamów  (~70 Euro)- powiedział, że nie ma. Ale jak to - podróżuje bez pieniędzy? Nie, ma kartę kredytową - jak mają terminal to uiści należność. Nie mieli. Poprosili o prawo jazdy i powiedzieli, że je zatrzymują, aż wypłaci i dowiezie kasę. Na co on, żeby zatrzymali, on dalej jedzie bez prawka.

W efekcie skończyło się podobno na pogrożeniu palcem. Ale może komuś taka strategia przyda się w przyszłości?

niedziela, 4 września 2011

Marrakesz

Piątek, 26.08.2011

[Agata] Do Marrakeszu dojeżdżamy we czwartek o zmroku, meldujemy się w hotelu w samym centrum mediny, do którego zaprowadził nas zwerbowany przez nas (!) majfrend. Gdy rozpakowujemy motocykle zaczepia nas para Polaków i informuje, że ich ekspedycja poszukiwania piwa w muzułmańskim kraju w ramadanie właśnie dobiega końca, bo w hotelu obok (którego szukali już dłuższą chwilę) podobno podają ten magiczny napój. Jako że do tej pory nie spotkaliśmy turystów z Europy, a %% ostatnio piliśmy na Saharze, to umawiamy się z nimi na piwo i pogaduchy jak się tylko ogarniemy. W ten oto sposób w przemiłym towarzystwie Moniki i Sebastiana z Łodzi, również motocyklistów i podróżników zaliczamy kolację ze straganów na placu Jemaa el-Fna (gdzie koncentruje się nocne życie Marrakeszu) wieczorny gubing w medinie i piwo w hotelu Grand Tazi.

Z balkonu naszego hotelowego pokoju, wychodzącego na jedno z bardziej ruchliwych skrzyżowań, jeszcze przez chwilę przyglądamy się nocnemu życiu mediny - masa samochodów, rowerów, skuterów, dorożek pędzi w różne strony, a pomiędzy nimi przemykają jeszcze rolkarze, wózki i osiołki. Do tego trąbienie i pokrzykiwanie i gwar rozmów z hotelowej kafejki. Zamknięcie okien do pokoju wcale nie odcina nas od zgiełku, ale właśnie o to chodziło - żeby zanurzyć się w tym gwarnym mieście "na jawie i we śnie".

piątek, 2 września 2011

Atlas Wysoki - przez studia filmowe do Marrakeszu

Czwartek, 25.08.2011

[Agata] Droga z Tinerhir do Ouarzazate była dość monotonna. Od czasu do czasu pojawiały się urozmaicenia w postaci stosunkowo ciasnych zakrętów. Wiatr, choć ciepły, wiał z lewej strony i przyjemnie mimo wszystko chłodził lewą część ciała, ale jednocześnie przedmuchiwał gorące powietrze z okolic silnika prosto na prawą goleń i skutecznie ją podsmażał. Jeden z silniejszych podmuchów o mało co nie wysadził mnie z drogi - poczułam jak nagle moto się przechyla i przesuwa do prawej krawędzi jezdni, jednocześnie widząc, że Patryk miga światłami awaryjnymi nadając mi sygnał "uważaj" - widocznie on i Hanka też to odczuli.

W Ouarzazate znajdują się studia filmowe, które wraz z okolicznymi plenerami przysłużyły się do powstania takich filmów jak Gladiator, Królestwo Niebieskie, Mumia 2, Asterix i Obelix - Misja Kleopatra, Kundun, Ben Hur i jeszcze wielu innych.

poniedziałek, 29 sierpnia 2011

Podróżowanie motocyklem

[Patryk] Sporo osób przed wyjazdem pytało nas, jak to możliwe, że jadąc na trzy tygodnie zabieramy się ze wszystkim na motocykle. Postanowiłem wiec trochę o tym napisać. Ci dla których turystyka motocyklowa nie jest obca mogą zobaczyć i ocenić to jak się zorganizowaliśmy, a Ci dla których jest mniej znana zaspokoją swoją ciekawość :)

Zacznijmy od motocykli. Każdy rasowy motocykl turystyczny (a Gustaw i Hanka to przedstawiciele tej właśnie rasy), przygotowany do dalszej wyprawy jest wyposażony w kufry. Dzięki nim właśnie możemy ze sobą zabrać wszystko co niezbędne, i trochę tego co zbędne także.

niedziela, 28 sierpnia 2011

Poza drogą - Wąwozy Todra i Dades

Środa, 24.08.2011

[Agata] O trzeciej nad ranem obudził nas śpiew muezina dobiegający z pobliskiego minaretu. Pora dla nas nieludzka, ale pieśń bardzo ładna, więc nie przeklinaliśmy. Dospaliśmy do bardziej odpowiedniej na pobudkę pory i bardzo niespiesznie rozpoczęliśmy dzień. TEN DZIEŃ. Chyba właśnie po to naginaliśmy te tysiące kilometrów. Zostawiliśmy bagaże w miejscu noclegu i "lekkimi" motocyklami wyruszyliśmy na podbój wąwozów Todra i Dades.

piątek, 26 sierpnia 2011

Sahara - Erg Chebbi i Hamada

Poniedziałek 22.08.2011 i wtorek 23.08.2011

[Agata] Drogi na południe, w kierunku Sahary, ciąg dalszy. Naszym celem są piaszczyste wydmy Erg Chebbi i offroadowy przejazd przez hamadę.

Z Jurrasique Hotel wyruszyliśmy około południa. Droga dalej wiła się przez czerwone góry. W pewnym momencie, za zakrętem objawiło się wielkie turkusowe jezioro. I to objawiło się w taki sposób, że pomyślałam tylko "o kur..."

czwartek, 25 sierpnia 2011

Atlas Średni

Niedziela 21.08.2011

[Agata] Zaczęło się niezwykle miło - od śniadania przygotowanego przez gospodarzy - jajko sadzone, różne placki i chlebki, miód, oliwki, jakaś orzechowa posypka, masło, nektar brzoskwiniowy, kawa i herbata. Następnie zapakowaliśmy motocykle i ruszyliśmy na południe. Dzień upłynął pod znakiem widoków zmieniających się jak w kalejdoskopie, gdy przemierzaliśmy Atlas Średni. Gaje oliwne płynnie zmieniły się w czerwoną równinę, ta w żółtą i pasące się owce były niemalże niewidoczne na tle wypłowiałej roślinności, a osiołki były koloru kamieni. Potem pojawiły się zalesione pagórki, następnie las robił się coraz rzadszy i znowu dookoła była preria. Co jakiś czas opuszczane szlabany i znaki drogowe mówiły, że droga jest w zimie okresowo zamykana z powodu śniegu, co potwierdzały dwumetrowe pale wbite regularnie na poboczu i służące za słupki wytyczające drogę.

wtorek, 23 sierpnia 2011

Fez

Sobota, 20.08.2011

[Agata] W piątek równo z zachodem Słońca dojechaliśmy do Fezu. Pierwsze wrażenie - koszmar - slumsy, śmieci, tłok jak w ulu. Zaraz nas tubylcy obsiądą chmarą, okradną, zgwałcą motocykle i tyle będzie Maroka... W dodatku droga którą mamy jechać jest w totalnym remoncie, musimy skręcić, GPS się gubi, a Patryk o mało co nie wywala Hanki ze stresu. Zdecydowanie nie chcę tu nocować i zostawiać Gustawa i Hanki samych... Ale, po pierwsze primo, tubylcy raczej ciekawie nam się przyglądali zamiast atakować z nienacka, a po drugie primo to była nowa część miasta, a my udawaliśmy się do starej. Ta druga okazała się zdecydowanie ładniejsza. Od razu przechwycił nas jakiś majfrend i zorganizował nocleg (ta część podróżowania po tym kraju jest nieprzyzwoicie łatwa) w klimatycznym domu prywatnym - mamy pokoik z bibelotami i kotarą w oknie wychodzącym na "dziedziniec" domu z małą fontanną i klimatycznymi siedziskami. Możemy trochę popodglądać jak mieszkają lokalesi. Gustaw i Hanka dostali miejsce w pobliskim garażu wśród wielu skuterków i rowerów. Jeszcze tylko wieczorny spacer po labiryncie uliczek, tadżin z kuskusem dla mnie i pastilla (placek nafaszeworwany kurczakiem, orzeszkami i chyba soczewicąy, posypany cukrem pudrem i cynamonem) dla Patryka na kolację w przyjemnej knajpce na dachu, 3h walczenia żeby opublikować poprzedniego posta i można iść spać :)

sobota, 20 sierpnia 2011

Rif

Piątek, 19.08.2011

[Agata] We czwartek wieczorem trochę popadało i chmury utrzymały się do rana, więc wschód Słońca nad morzem pozostał jedynie w pamięci, a nie na fotce.

No to jedziemy na południe! Dzisiaj w planie był przejazd przez Góry Rif. Z Oued Laou udaliśmy się drogą oznaczoną na mapie jako biała w kierunku Szefszawan. I co? I braku asfaltu ciąg dalszy ;) I do tego kałuże. Duże. Jedna mnie trochę przestraszyła, ale oststecznie przejazd przez nią był całkiem udany (przemnoczone buty "do kolan" i zachlapany wizjer gratis :))

Chill out

Czwartek, 18.08.2011

[Agata] Okna naszej sypialni wychodzą na wschód, na morze. Ok. 6 rano obudziłam się i akurat było ciut po wschodzie słońca - jeszcze nigdy nie widziałam wschodu słońca nad morzem - jutro postaram się to sfotografować :) Dospaliśmy do ok. ósmej. Dziwny dzień. Nic nie trzeba, tylko chillout. Aż dziwne. Morze szumi, czas płynie leniwie...

Postanowiliśmy nadać w świat posta, którego wczoraj napisaliśmy ale nie opublikowaliśmy, bo akurat muezin oznajmił, że można już jeść i kafejkę internetową właśnie zamykano. Ale dzisiaj przed południem większość sklepów itp. była zamknięta (tak naprawdę poszliśmy do innej, ale tam dowiedzieliśmy się, że nie ma internetu, po południu znowu odwiedziliśmy tę pierwszą, ale od właściciela sklepu obok na migi dowiedzieliśmy się, że operator kafejki śpi i dopiero późniejszym popołudniem misja zakończyła się sukcesem!).

czwartek, 18 sierpnia 2011

Maroko jest spoko :)

Środa, 17.08.2011

[Patryk] Po pięciu dniach wypelnionych po brzegi jazdą, jesteśmy w Maroko :))) które jest super! Ostatni etap podróży wiódł z Algeciras (tu nocowaliśmy) promem do Ceuty (tu tankowaliśmy benzynę za 1 EUR za litr :)) skąd udaliśmy się w stronę granicy. O samej drodze do hiszpańskiego krańca Europy nie będziemy tu wiele pisać. Drogi i autostraady wydawały się nie mieć końca. Krajobraz zmieniał się płynnie na coraz bardziej "księżycowy" i przywodził na myśl filmy o amerykańskich pilotach F-16 bombardujących arabskie instalacje wojskowe. Ostatnie dwa dni upłynęły nam dodatkowo na walce z odparzonym i bolącym tyłkiem. Mimo tego, cel przed nami, droga za nami, banany na paszczach.