poniedziałek, 29 sierpnia 2011

Podróżowanie motocyklem

[Patryk] Sporo osób przed wyjazdem pytało nas, jak to możliwe, że jadąc na trzy tygodnie zabieramy się ze wszystkim na motocykle. Postanowiłem wiec trochę o tym napisać. Ci dla których turystyka motocyklowa nie jest obca mogą zobaczyć i ocenić to jak się zorganizowaliśmy, a Ci dla których jest mniej znana zaspokoją swoją ciekawość :)

Zacznijmy od motocykli. Każdy rasowy motocykl turystyczny (a Gustaw i Hanka to przedstawiciele tej właśnie rasy), przygotowany do dalszej wyprawy jest wyposażony w kufry. Dzięki nim właśnie możemy ze sobą zabrać wszystko co niezbędne, i trochę tego co zbędne także.
Przeciętna pojemność kufra to około 20 litrów. Kufry GSa można dodatkowo rozszerzyć zwiększając ich pojemność. Każdy z motocykli ma dwa kufry boczne oraz kufer centralny, tzw. topcase. Łącznie mamy więc do dyspozycji około 120 litrów przestrzeni bagażowej. Można to porównać do dwóch 60 litrowych plecaków, po jednym na każde z nas, czyli całkiem niemało.


Do kufrów mieści się niezbędne ubranie, zestaw dodatkowych kluczy (każdy z motocykli ma swój podstawowy komplet kluczy schowany pod siedzeniem), kilka zapasowych części, mała butla gazowa z palnikiem, komplet menażek, apteczka, kosmetyki, i jeszcze parę mniej lub bardziej niezbędnych drobiazgów. Musi oczywiście zostać jeszcze trochę miejsca na prezenty i pamiątki z wyprawy.

pakowanie "po męsku" ;)
pakowanie  "po damsku" ;)

Dodatkowo, podróżując bez pasażera, na tylną część siedzenia można zapakować kilka rzeczy i zapiąć gumami lub gumową siatką. Każdy motocykl ma specjalne haczyki pozwalające na zaczepienie, popularnej w turystyce motocyklowej gumowej siatki o której wspomniałem. W naszym przypadku na tylnym siedzeniu za mną, jedzie niewielki dwuosobowy namiot z przedsionkiem, dwie samopompujące się karimaty (znacznie wygodniejsze od zwykłych piankowych) i dwa niewielkie śpiworki. Wszystko to spięte dwiema taśmami, zamocowane gumą, oplecione jest stalową linką spiętą kłódką, co zabezpiecza pakunek przed kradzieżą, gdy motocykle pozostają poza zasięgiem naszego wzroku.



Kolejną przydatną rzeczą jest torba mocowana na zbiornik paliwa (lub to co na zbiornik wygląda). Na tę torbę mówi się tankbag. Tankbag jest bardzo dobrym miejscem do trzymania dokumentów, pieniędzy, elektroniki i innych cennych, lub podręcznych rzeczy. Jego dodatkową zaletą jest to, że bardzo szybko daje się odpiąć od motocykla. Dopinając pasek na ramię, szybko można zrobić z niego stosunkowo wygodną torbę, którą można zabrać ze sobą gdy idzie się coś zwiedzać. Na samej górze tankbag ma płaską kieszeń z przezroczystego plastiku, co pozwala na trzymanie w nim widocznej podczas jazdy mapy. Na kierownicy, zamontowany jest poprzeczny drążek. Jego zadaniem jest zapobieganie pokrzywieniu się kierownicy, gdy zdarzy się tak, że motocykl upadnie. Poza tą funkcją poprzeczka pełni jeszcze jedną rolę - można na niej zamontować uchwyt wraz z wodoodpornym futerałem na GPS, który zasilany jest z gniazdka zapalniczki, takiego samego jak w samochodach. Układ elektryczny motocykla zasilany jest napięciem 12V więc całe samochodowe wyposażenie pasuje także i tutaj.


Jeszcze jedną, bardzo pożyteczną rzeczą, często stosowaną w turystyce jest automatyczna olejarka łańcucha,  która po uruchomieniu silnika uwalnia z zasobnika powoli olej, który w trakcie jazdy smaruje łańcuch.

Teraz o motocykliście.
Każdy motocyklista, także turystyczny, powinien być dobrze, czyli bezpiecznie ubrany. Na bezpieczne ubranie składają się wysokie buty, spodnie z ochraniaczami minimum na kolana, a najlepiej także na biodra. Motocyklowa kurtka zawiera ochraniacze na łokcie, ramiona i duży ochraniacz na plecy i kręgosłup. Niezbędne są także kask z jasnym i ciemnym (przeciwsłonecznym) wizjerem (lub jeszcze lepiej - z blendą - opuszczaną szybką przeciwsłoneczną) i rękawiczki.
W naszym przypadku, dodatkowym wyposażeniem, jest plecaczek z Camelbakiem. Camelbak to plastikowy worek na wodę z odpowiedniej długości rurką zakończoną ustnikiem.
Dzięki temu, możemy w czasie jazdy wygodnie pić wodę, nie ryzykując odwodnienia. W gorące dni, jadąc w strugach gorącego, suchego powietrza, każde z nas wypijało 6-7 litrów wody, bez konieczności odwiedzania WC. Jesteśmy zgodni, że Camelbaki to wyposażenie bez którego prawdopodobnie nie dalibyśmy rady jeździć po Maroku o tej porze roku.

I to tyle z wyposażenia. Pozostałe rzeczy to odpowiednie nastawienie do braku wygód, wiara w to, że jak braknie czegoś naprawdę potrzebnego to da się to skombinować (i tak się zazwyczaj dzieje) i w drogę...

5 komentarzy:

  1. Motocykle dwa
    Serca dwa
    Ślady dwa
    Poznać świat
    Trzeba wstać
    Trzeba jechać
    Trzeba spać
    Przygodo trwaj
    Maroko witaj
    Maroko żegnaj
    Jeszcze bliżej są serca dwa
    I co?
    Już wkrótce zrodzi się
    Myśl nowa
    I nowa przygoda :)

    OdpowiedzUsuń
  2. ehhh... jakoś mnie nie przekonałeś, że 60 litrów na osobę na tak długi czas wyjazdu to niemało ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak to haselko camelbaka mowi "Hydrate or die!" ;) Bylem milo zaskoczony jak zobaczylem ze przyjeliscie ten patent, bo to naprawde fajna sprawa, poreczna i wygodna.

    OdpowiedzUsuń
  4. motocykliści na wydłużonym macierzyńskim23 stycznia 2012 16:31

    Ogromnie wam zazdroszczę tych podróży. Też kiedyś troszkę podróżowaliśmy , no ale potem jakoś tak wyszło że wyszło ;) Trzymam kciuki aby wasz blog znalazł się na samym szczycie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak wszystko ładnie zapakowane, kto by pomyślał, że można zmieścić tyle rzeczy. Mi czasem do samochodu ciężko się zmieścić :P

    OdpowiedzUsuń